W pracy spędzamy ponad połowę dorosłego życia. Biuro jest przestrzenią naszych działań na co najmniej 8h dziennie, przez 5 dni w tygodniu. Rzadko kto korzysta z luksusu posiadania własnego gabinetu. Jak kooperować ze współpracownikami? Czego unikać, by pozostać lubianym?

Na temat waśni i sporów wśród współpracowników powstały setki demotywatorów, fanpejdży na fejsie oraz filmików na YT. Prawda jest jednak taka, że stosunkowo rzadko zdarza nam się trafiać na osoby, które nie lubią swoich korpo – kolegów „z założenia”. Stosunkowo często natomiast spotykamy się z sytuacją, w której ktoś sobie na owo nielubienie zapracuje. Pomysłowość niektórych pracowników w tej materii jest naprawdę zaskakująca. Jedne z bardziej błyskotliwych „klasyków” to np. wyjadanie nie swojego jedzenia ze wspólnej lodówki czy raportowanie przełożonym o „postępach” kolegów. Nie trzeba chyba nikomu wyjaśniać dlaczego tego typu zachowania będą, mniej lub bardziej kulturalnie, tępione przez naszych biurowych współtowarzyszy. Ale uwaga… czy aby na pewno nie zdarzają się Wam mniej oczywiste błędy, którymi jednak również możecie zniechęcać do siebie kompanów z gabinetu? Poniżej 5 najczęściej powielanych „biurowych” nietaktów. Sprawdź czy codziennie nie strzelasz sobie w stopę!

Całe biuro moje

W tej kategorii można wyróżnić dwa typy. Pierwszy wychodzi i założenia, że we wspólnej przestrzeni pojęcie „odrobina prywatności” nie ma racji bytu. Podoba mu się wszystko, co leży na czyimś biurku. Nie uznaje faktu, że każde stanowisko pracy, to osobne „królestwo”. Zszywacze, długopisy, flamastry — a nawet ładowarka od Twojego laptopa — to w jego oczach atrakcyjne przedmioty. Drugi z kolei to tzw. „wieczny pożyczający”. Ciągle mu czegoś brak, a w czeluściach jego szuflad znajdują się po roku wszystkie zaginione wkłady i notesiki. Obie te przywary — na dłuższą metę irytujące!

Ciesz się, że w ogóle wpadłem

Współpracownik – widmo. Pojawia się i znika, często w najmniej spodziewanych porach. Raz wpada spóźniony zaledwie 15 minut, innym razem „ogarnia”, że pracuje na etacie dopiero w czasie lanczu. Niby to „jego sprawa” i nikt nie musi się tym specjalnie interesować (szczególnie jeśli nie mówimy o środowisku, w którym donosicielstwo jest modne), ale z drugiej strony na takim kompanie zwyczajnie ciężko polegać w codziennej pracy.

Bądźmy przyjaciółmi!

Człowiek z gatunku „kocham Was wszystkich”. Nie potrafi odróżnić przyjaźni od życzliwych stosunków między członkami zespołu. Jego ulubione rozmowy dotyczą prywatnych lub sensacyjnych tematów. Do tego najchętniej dowiedziałby się dosłownie wszystkiego o innych — łącznie z informacją o poziomie zadowolenia z pożycia małżeńskiego i rozmiarze butów. Niby dobry, życzliwy i swojski człowiek… ale to praca, a nie sąsiedzkie spotkanie przy kawie. Po kilku tygodniach w tego typu towarzystwie większość ludzi jest zwyczajnie zmęczona!

Mlaskam i przeżuwam

Brzmi błaho, ale… potrafi doprowadzać do ostateczności. Łyżeczka, która przy każdym mieszaniu obija się o brzegi kubka, mlaskanie gumą, głośne przeżuwanie kanapek. Wszystkie te przywary potrafią zdruzgotać cierpliwość człowieka o stalowych nerwach. Oczywiście, że nikt nie powinien spędzać połowy dnia będąc głodnym i spragnionym. Warto jednak poszukać jakiegoś ustronnego miejsca na posiłek lub spożywać go wspólnie. Dużo łatwiej jest „wybaczyć” złe nawyki, gdy w tym czasie nie rozwiązuje się skomplikowanych kwestii zw. z projektem.

Pukać, machać, czekać?

Osobnik, który na czole ma wypisane: „nie znam słowa savoir-vivre”. I — uwaga — oczywiście nie mamy tu na myśli jakichś super – skomplikowanych zasad używania sztućców. Mówimy tu o osobie, która nie ma w zwyczaju pierwsza mówić „cześć” (nawet wchodząc do biura), nie wie kto kogo przepuszcza w drzwiach, ani czy pukać czy wchodzić bez pukania. Niby ten brak obycia jest dla innych nieco zabawny, ale na dłuższą metę nie da się nim zyskać niczyjego szacunku. Jeśli więc nie masz pojęcia jak się zachować, to poradnik w dłoń! Wszystkiego można się nauczyć.